Zbigniew Stanczyk - Film Consultant
       
            Rawicz czy Glinski ... czy inni ? 

                                           Zbigniew L. Stanczyk 

Myla sie ci, ktorzy sadza ze sa w stanie pozbawic wolnosci calego czlowieka. Tylko ciala niewolnikow naleza do ich panow, ich umysly i pragnienia sa wolne. Zamykajac niewolnika w wiezieniu nie mozna go pozbawic sily  i pragnienia dokonywania rzeczy wielkich. Bedzie on szukal wolnosci i pojednania z nieskonczonoscia wszechswiata. 
                             

                              Lucius Annaeus Seneca Mlodszy



Film 

Film australijskiego rezysera Petera Weir zainspirowany ksiazka Slawomira Rawicza "Dlugi Marsz" opowiada o ucieczce w 1941 roku przez azjatycki kontynent grupy syberyjskich zeslancow.  Wnikliwe badania grupy osob zaangazowanych w realizacje filmu wykazaly ze Rawicz nie mogl byc bohaterem opisanych przygod. Gdy mial bladzic po bezdrozach Azjii przebywal w Polskiej Armii na Bliskim Wschodzie. Wyszedl z Rosji ta sama droga co tysiace innych Polakow po ogloszeniu amnestii 12 sierpnia 1941 roku.  Fakty ujrzaly swiatlo dzienne w pare lat po smierci autora.  Rawicz nie mial okazji odpowiedziec na zarzuty. Poza okresleniem roli Rawicza badania przyniosly zaskakujace wyniki mowiace, ze Rawicz zawarl w swojej opowiesci historie ludzi, ktorzy znalezli sie w podobnych okolicznosciach w innych miejscach i innym czasie. Juz podczas realizacji filmu inny syberyjski zeslaniec zamieszkaly w Wielkiej Brytanii, Witold Glinski przedstawil teorie, iz to on byl uczestnikiem marszu i ze Rawicz wszedl w posiadanie jego opowiesci zapisanej przez polskie wladze podczas wojny. Ustalenie szczegolow w 70 lat od rzekomego wydarzenia  jest trudnym procesem i pozostawia wiele pytan. 

Dlugi marsz Rawicza

Jesli Rawicz nie przeszedl "dlugiego marszu" do Azji to mial podobne doswiadczenia, ktore mogl wkomponowac w poczatkowe rozdzialy ksiazki. Opisy zycia obozowego, przesluchan na Lubiance byly jego wlasne. Niescislosci pojawiaja sie w ksiazce pozniej, w opisach dalszych czesci podrozy, w krajobrazie, klimacie i obyczajach mieszkancow Mongolii i Tybetu. 
Po okrutnych przesluchaniach w Moskwie i wyroku, przetransportowano go na Syberie.  Zmuszono wraz z reszta  wspolwiezniow do przejscia pieszo 800 kilometrow na polnocny-wschod od Irkucka w temperaturze -65 C. Kiedy znalazl sie w obozie mial swiadomosc, ze spotka go tam pewna smierc bo otrzymal wyrok 25 lat przymusowych robot. Mysl o ucieczce musiala mu towarzyszyc od pierwszego dnia pobytu. Jej temat pojawial sie w rozmowach z innymi lagiernikami.  
Po ogloszeniu amnestii w 1941 roku droga Rawicz do wolnosci wiodla go dokladnie przez te same tereny, ktoremi go doprowadzono. Musial znowu przejsc 800 kilometrow do kolei.  Z Irkucka do Nowosybirska byly kolejne 2 tysiace a do punktu zbiorki Polakow wstepujacych do wojska nastepne 1,5 tysiaca.  W sumie przebyl  2000 kilometrow mniej niz bohaterzy wedrujacy w jego ksiazce. 

Po wojnie Rawicz osiedlil sie w okolicach Nottingham, ozenil w dwa lata po wojnie z rezolutna bibliotekarka Marjorie Gregory. Nie szlo mu najlatwiej z angielskim. Mowil z ciezkim akcentem, wyslawial w ubogim slownictwie. W rozmowach z Brytyjczykami zona czesto probowala dopowiadac jego mysli.  
Do spotkania Rawicza z dziennikarzem, ktory pozniej zajal sie spisywaniem jego losow doszlo w 1954 roku. Ronald Charles Downing pracowal dla Daily Mail, gazety szukajacej sensacji gwarantujacych  sprzedaz dziennika.  Po zdobyciu Mount Everestu przez Edmunda Hillarego w 1953 roku na lamy prasy powrocil temat sladow yeti sfotografowanych w Himalajach dwa lata wczesniej. Gazeta podjela sie sponsorowania ekspedycji poszukujacej dowodow w Azji.  Szukano tez swiadkow Wielkiej Brytanii.  Nie jest jasne w jakich okolicznosciach odnaleziono Rawicza. Nie mniej gazeta zamiescila w styczniu 1954  artykul o jego natknieciu na dziwne istoty. 

Po publikacji dziennikarz poszedl dalej.  Obecnosci Polaka w Himalajach byla intrygujacym tematem. W poczatkowej fazie spisywania Downing  mial trudnosci z odtworzeniem przeszlosci Rawicza. Nie szlo im latwo. Rawicz mial opory. Lekarz leczacy go z powojennej traumy poradzil by potraktowac rozmowe jako forme terapii, pogodzenia z przeszloscia. Czy Rawicz mial problem z przedstawieniem historii jako wlasnych wspomnien? Poczatki mowiace o zyciu obozowym nie byly trudne. Dlaczego kontynuowal? Czy mowil juz o sobie czy o czyms co mialo jakies inne zrodlo pochodzenia? 
Downing  pojawial sie raz na miesiac, w niedziele. Pracowal ciezko w ciagu tygodnia a wolny czas poswiecal na spisywanie opowiesci Rawicza.  Dojezdzal z Londynu. Wbrew wczesniejszym ustaleniom gopospodarze nie zawsze byli gotowi na jego przyjecie i Downing nieraz zastawal dom zamkniete na cztery spusty.  Przypisywal to atakom depresji Rawicza. Gdy juz dochodzilo do spotkan rozmawiano calymi godzinami do ostatniego pociagu do Londynu. Zona, Marjorie czesto brala inicjatywe w swoje rece i dorzucala fakty gdy mezowi brakowalo slow. W miesiac pozniej Downing przywozil ze soba zapiski z poprzedniego spotkania. Przegladaniem zajmowala sie zona i dorzucala nowe fakty. 

Ustalanie detali bylo meczacym procesem. Gdy czegos brakowalo Downing dopisywal sam bez konsultacji z malzenstwem. Kiedy Rawicz spotkal sie z zarzutem, ze nikt nie jest w stanie przetrwac na pustyni bez wody przez dwa tygodnie jak to opowiedzial o swoim przejsciu przez Gobi, obwinil Downinga za kolejny wymysl. Mimo to jako autor nie domagal sie zadnych poprawek wielu podobnych niescislosci w wielu nastepnych edycjach "Dlugiego Marszu". 

 W wiele lat po wydaniu ksiazki Rawiczowie w dosc enigmatycznej formie mieli powiedziec, ze ze nie byli w stanie przekazac calej prawdy zwiazanej z ucieczka. Rawicz twierdzil, ze opowiedzial historie z potrzeby jej przekazania. Co mial na mysli? Niewazne kto ja mowi o ile wyjdzie na swiatlo dzienne. Mowil, ze ma moralne zobowiazanie i ze nie zrobil tego dla korzysci materialnych. 

Downing zmarl mlodo majac 50 lat i nie zostawil po sobie zadnych notatek zwiazanych z pisaniem ksiazki. 

Bombaj 

W pierwszych latach II wojny w progach polskiego konsulatu w indyjskim Bombaju pojawiali sie rodacy z  zaskakujacymo losami.  W lipcu 1940 roku zjawilo sie trzech dwudziestolatkow uczestnikow kampani wrzesniowej zbiegow z niemieckich obozow dla jencow wojennych. Zaskoczone Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Londynie pytalo ilu jest im podobnych, skad przychodza. Musialo byc ich wiecej skoro Konsul Generalny Banasinski prosil Sztab Glowny o podwyzszenia dotacji dla "zolnierzy i oficerow uciekinerow z obozow sowieckich". Noszono sie z mysla powolania Konsularnej Komisji Poborowej do wysylania mlodziezy do polskich jednostek na Bliskim Wschodzie w jak najkrotszym terminie. Nie bylo pieniedzy na ich utrzymanie na miejscu. Wiosna 1941 Banasinski informowal o nie nazwanych po imieniu czterech  "uciekinierach z Sowietow", ktorzy przybyli "obdarci, zbiedzeni, bez najmniejszych srodkow do zycia". Konsulat wspomina tez o dwoch oficerach i szeregowym, ktorzy po ucieczce z sowieckich obozow przez Chiny znalezli sie pod opieka  Polskiej Ambasady w Tokio. W tym samym czasie do Bombaju dociera dwoch kolejnych oficerow.  Zglaszaja sie do Banasinskiego, ale z racji osobistego konfliktu z wicekonsulem Lisieckim rezygnuja z polskiej pomocy i otrzymuja ja do Brytyjczykow. Jednym z tych oficerow byl Bronislaw Boguszewicz. 

Boguszewicz 

Bronislawa Boguszewicza oficera kampanii wrzesniowej NKWD aresztowalo w Wilnie 1940 roku. Wywieziony do Kozielska uciekl wraz z kolega po otrzymaniu informacji o egzekucjach na polskich oficerach. Obrali kierunke na poludniowy wschod.   Dotarli do podnozy Kaukazu.  Stamtad udali sie do Baku, przeplyneli przez Morze Kaspijskie do Turkmenistanu.  Weszli do Afganistanu przez Przesmyk Khyber i dotarli do Bombaju. Nie znajac dokladnego przebiegu wedrowki polskich oficerow mozna oszacowac przemierzony dystans na od 3,5 do 4 tysiecy kilometrow. Po pobycie w szpitalu, niezdolny do dalszych podrozy Boguszewicz zostal w Bombaju, gdzie spotkal swoja przyszla zone Regine pracujaca dla Czerwonego Krzyza. Tam tez mialo dojsc do spotkania z niejakim Zdenkiem Szaro/Zaro/Zsara. Zapamietal wymowa nazwiska, ale nie jego pisownie. Pani Regina uslyszala to nazwisko od meza w latach 40-tych na dlugo przed publikacja Rawicza. Szaro/Zaro/Zsara mial  uciec z lagru przez Himalaje i dotrzec do Indii w pierwszych miesiacach 1942 roku wraz z grupa, w ktorej byli Polacy. Nazwisko Szaro/Zaro/Zsara z podobna pisownia pojawia sie w "Dlugim Marszu". Syn Boguszewicza Henry, znalazl ksiazke Rawicza w roku 1980, pokazal ojcu, ktory potwierdzil, ze spotkal tych syberyjskich uciekinierow na terenie Indii.  Poslugiwal sie wieloma jezykami i posredniczyl w tlumaczeniu ich opowiesci dla oficerow brytyjskiego wywiadu. Z tym, ze wedle Pani Reginy Boguszewicz musial to robic w Bombaju bo nie opuscil tego miasta do konca wojny. Zdaniem Witolda Glinskiego czesc uczestnikow grupy po przebyciu Himalajow i dotarciu do Kalkuty na wschodnim krancu Indii zostala odeslana wlasnie do Bombaju. 

Szaro/Zaro/Zsara wedle zony Boguszewicza przeniosl sie do Afryki Poludniowej, gdzie w polowie lat 50-tych mial byc w pelni zdrowia. Pani Regina potwierdzila te informacje w roku 2007 nie wiedzac nic o kontrowersji zwiazanej z tym kto faktycznie bral udzial w marszu. Dorzucila jeszcze jeden wiele mowiacy detal z biografii meza. Przed wojna byl oficerem w zmotoryzowanych oddzialach i swietne poslugiwal sie radiem. Mial wyksztalcenie inzyniera i prawdopodobnie pracowal w zakladach telekomunikacyjnych w Wilnie. Po zeslaniu do lagru mial sie wykazac tymi umiejetnosciami i zostal powolany do naprawy sprzetu radiowego. Zona komendanta lagru rozpoznala w nim dalekiego krewnego, ostrzegla przed zblizajacymi sie egzekucjami i pomogla w ucieczce. Tak Rawicz jak i Glinski wskazuja w swojej opowiesci na inspiracje wychodzaca od zony komendanta, ktorej pomogli w naprawie radia.

Piwowarski

Kolejna grupa odnotowana przez konsulat w Bombaju marcu 1942 roku skladala sie z czterech  mezczyzn. Jednym z nich byl Zdzislaw Piwowarski uwieziony przez NKWD w 1939 roku za probe przejscia granicy do Rumunii. Po lagrze na Uralu zostal wywieziony na roboty do budowy kanalow nad jeziorem Aralskim w Kazachstanie. Uciekl stamtad wraz z kolegami przez Uzbekistan, Turkmeistan. Po przekroczeniu  granicy z Afganistanem, kraju wystrzegajacym sie jak ognia agentow sowieckich  znalazl sie w wiezieniu, gdzie przebywal cztery miesiace. Dokumenty konsulatu wskazuja, ze musiala to byc ciezka podroz gdyz obaj Polacy zostali skierowani w Indiach do szpitali, gdzie przebywali wiele tygodni. Mieli za soba wedrowke od 2,5-3 tysiecy kilometrow przez pustynie i gory. Piwowarski mial w tym czasie 21 lat. Po odeslaniu na Bliski Wschod  znalazl sie w Anglii gdzie sluzyl w polskim lotnictwie zdobywajac wiele odznaczen.  Po wojnie Piwowarski zamieszkal w Nottingham, niedaleko od miejsca zamieszkania Rawicza.  

Michal Krupa 

Dokumentacja Polskiego Konsulatu w  Bombaju za okres wojny tak jak wiekszosci polskich placowek polozonych z dala od polskich centrali rzadu w Londynie zachowala sie w szczatkowej postaci. Wiekszosc archiwow niszczono w 1945 roku by nie znalazly sie w rekach komunistycznych. Literatura wspomnieniowa opublikowana na przestrzeni chocby ostatnich dwudziestu lat daje wyobraznie do jakiego stopnia istnieja luki w naszej wiedzy o tym kto mogl docierac do polwyspu indyjskiego.  Przykladem moze byc opowiesc Michala Krupy z okolic Krakowa, bylego seminarzysty jezuickiego, uczestnika kampani wrzesniowej, pojmanego przez Sowietow w Przemyslu. Jego los niewiele sie rozni od dziesiatkow tysiecy zeslancow.  Oskarzony o szpiegostwo, przesluchiwany na Lubiance, wywieziony do Peczory 400 kilometrow od Workuty bedac swiadkiem obozowych okrucienstw zrozumial, ze nie ma szansy na przetrwanie.  Uciekl po wielomiesiecznych przygotowaniach. Z obszarow wiecznej skutych lodem podazal na  poludnie pokonujac 6000 kilometrow. Dotarl do Afganistanu. Przebycie tak dlugiego odcinka przez obszar bezprawia i podejrzliwosci podsycanej przez wladze komunistyczne musialo prowadzic do konfrontacji w ktorej tracili zycie slabsi. Zostawiali za soba swiat zwierzecej walki o przetrwanie. Niekonczaca sie dzicz brutalnej przyrody byla tylko czescia trudnosci. Syberia nawet nie wliczajac w to ofiar gulagu miala jedne z najgorszych statystyk morderstw w swiecie. 

Ucieczki

W scisle tajnym zarzadzeniu centrali NKWD z kwietnia 1941 roku o grupowych ucieczkach wiezniow z Aktiubinskiego lagru wspomniano o trzech grupach uciekinierow w marcu. 2 marca ucieklo dwoch zabijajac po drodze droznika kolejowego. Dziesc dni pozniej ucieklo 17. W barakach pozostawili za soba siekiery, noze i lomy. 29 marca kolejni trzej wiezniowie po zabiciu inzyniera i straznika pozbawiajac go odziezy, zabrali strzelbe, naboje. Podczs ucieczki okazywali sprzeciw zbrojny. W zarzadzeniu NKWD nakazywano komisarzom i naczelnikom krajow i rejonow, na terytorium ktorych znajdowaly sie sie obozy wzmocnienie ochrony i rezymu kontroli wiezniow, wzmocnienie dyscypliny i efektywnosci pracy. 

Okoliczna ludnosc byla instruowana, ze w obozach znajduja sie niebezpieczni dla otoczenia kryminalisci. Ich pojmanie bylo w interesie mieszkancow. Wynagradzano za ich ujecie. Podrozujacy po Syberii przed paroma laty szwedzki eksplorer Mikael Strandberg napotkal w okolicach Kolymy blisko Kola Arktycznego miejscowego "lowce", ktory w swoich "polowaniach" mial pojmac 5 000 ludzi. By nie dzwigac cial do obozu obcinal im ramiona, za ktore otrzymywal nagrode pieniezna. Utrzymywal sie przez lata ze swojej morderczej profesji. Ze wiekszosc zabitych przez niego ludzi byla wiezniami politycznymi platny morderca dowiedzial sie dopiero po roku 1990. 
Ucieczki byly pozbawione romantyzmu. Mordowaly tak jedna i druga strona.  

Rosyjskie archiwa 

Archiwa Panstwowe Republiki Rosyjskiej zawieraja sprawozdanie z 1 listopada 1945 roku dowodcy 2 dywizji NKWD ZSRR majora Bronnikowa o losach 100 tysiecy polskich zolnierzy pojmanych przez wladze sowiecki w latach 1939-1941. Z tej liczby zdaniem Bronnikowa  1082 polskich oficerow ucieklo z obozow. Komendanci obozow, gdzie przetrzymywano Polakow czestokroc falszowali statystyki dla ukrycia prawdziwego powodu ich znikniecia. Unikali tym samym odpowiedzialnosci za niedopatrzenia, badz egzekucje, ktorych sie dopuszczali bez pozwolenia zwierzchnikow. Zakladajac, ze liczba tysiaca nie odzwierciedlala faktycznego powodu znikniecia  Polakow dokumenty w archiwach Generala Andersa potwierdzaja, ze do takowych ucieczek dochodzilo w znacznej liczbie. Co czyni sprawozdanie Bronnikowa w miare wiarygodnym jest czesc mowiaca o zamordowaniu przez NKWD 15 tysiecy polskich oficerow. Ten fakt pozostal tajemnica panstwowa ZSRR az do wczesnych lat 90-tych do chwili ujawnienia mordu w Katyniu. 

Anders zbieral sprawozdania wiezniow lagrow wywiezonych w latach 1939-1941, ktorym po wielkiej odysei udalo sie wyjsc poza obszar smierci i dotrzec na Bliski Wschod. Tysiace umieralo umieralo w drodze przemierzajac sniegi tajgi, pustynie poludnia, pokonujac rzeki i morza. Ci co doszli przekazali nazwiska tych, ktorym sie nie udalo. Zapisano je na 80 tysiacach  kart zmarlych. 

XIX wiek 

Brak dostepu  do archiwow NKWD/KGB organizacji odpowiedzialnych za funkcjonowanie lagrow uniemozliwia pelne badanie danych osobistych wiezniow. Historia syberyjskich zsylek jest dobrze opracowana przez historykow badajacych XIX wieczne archiwa carskiej Ochrany. Sa one preludium do prawdziwej tragedii, ktora doswiadczaly ofiary komunizmu. Warunki narzucone przez wladze carskie sluzyly tzw. izolacji i resocializacji. Nie wysylano ludzi na calkowite pustkowie bez kontaktu ze swiatem zewnetrznym tak jak to robily wladze komunistyczne w czasach stalinowskiego terroru. XIX ucieczki  byly podejmowane przez mlodych mezczyzn, dwudziesto i trzydziestolatkow, o duzej tezyznie fizycznej zdolnych do  przetrwania dlugiej trasy, zimna, braku zywnosci i schronienia, dzikich zwierzat i wrogiego stosunku otoczenia. Wymkniecie sie bacznym oczom miejscowych i wladzom wymagalo dobrego kamuflazu i aktorstwa. Trudno ustalic jaki procent  dotarl do celu a ilu przepadlo. Mezczyzni obierali wszystkie mozliwe kierunki. Jesli byli w zachodniej czesci Rosji to starali sie mieszac z tlumem na wiejskich drogach by omijac policyjne punkty kontroli. Pozostawali blisko wsi gdzie mogli pozyskac zywnosc. Bylo wielu, ktorzy jak bohaterowie filmu "Niepokonani" obierali kierunek poludniowy China, Afganistan i Indie, kraje ktore oferowaly pomoc ze strony europejskich sluzb dyplomatycznych.  Anglik Thomas Atkinson opisal przypadek trzech polskich oficerow uczestnikow Powstania Listopadowego 1831 roku ktorzy uciekli z Nerczynska, blisko granicy z Chinami. Wedrowali pare tysiecy kilometrow prze syberyskie bezdroza. Kiedy dotarli do morza Ochotskiego wsiedli na statek do Ameryki. 

Ucieczka w XIX wiecznje Rosji bez rozwinietej sieci drog, bez telegrafu byla o wiele latwiejsza od tej w latach II wojny.  Wymkniecie sie kontroli wladz centralnych bylo relatywnie latwe. Dotyczylo to zeslancow z roku 1863. Wielu ginelo na trasie i nikt dokladnie nie wiedzial gdzie maja dotrzec. Piesza droga z Warszawy do poszczegolnych miast na Syberii zabierala niekiedy od 1 do 1,5 roku. Wielu umieralo w trasie przywiazanych do draga lub trzymanych na wspolnym lancuchu.  

Rufin Piotrowski powstaniec 1831 roku zostal pojmany na terytorium Polski w roli emisariusza. Deportowany tysiace kilometrow do Omska ucieczkl przebierany za rosyjskiego chlopa. Zapuscil dluga brode i zrobil peruke z kozich wlosow. Wyszedl w lutym gdy temperatura spadla do minus 50 stopni. Udawal patnika odwiedzajacego okoliczne swiatynie. Spal w jamach, ktore kopal w sniegu, latem na polach. W swoich wspomnieniach skarzyl sie na bandytyzm i mordy na wiejskich drogach wsrod bezdomnych wloczegow. Po opuszczeniu Rosji przekroczyl wiele granic by pojawic siew Paryzu pokonujac 6 tysiecy kilometrow. Wielu watpilo w prawdziwosc jego historii. Zebral dowody. Niektore  elementy jego opowieci przypominaja "Dlugi Marsz" Rawicza. 

Podobnie jak w przypadku Rawicza nie wszyscy musieli uciekac z XIX wiecznego zeslania. Amnestia, ktora wladze carskie praktykowaly od czasu do czasu pozwalala na powrot do domu, do okupowanej Polski. Wracali ta sama droga jaka ich doprowadzono pokonujac tysiace kilometrow.  Kiedy pojawiali sie nieoczekiwanie na progach wlasnych domow byli zmienieni fizycznie nie do poznania. Zycie toczylo sie wlasna koleja i albo nie bylo juz dla nich miejsca w lokalnej spolecznosci albo byli obwolywania jako bohaterowie. Czesciej pojawiali sie w swiecie gdzie ich przezycia nie mialy zadnego znaczenia dla zmienionej rzeczewistosci.

Mister Smith 

Jesli  losy Polakow w Indiach znajdowaly  szczatkowe odzwierciedlenie w dokumentach polskich sluzb dyplomatycznych to jak sprawa wygladala w odniesieniu obywateli innych narodowosci, chociazby Stanow Zjednoczonych?  W ksiazce Rawicza jednym z uciekinierow jest Amerykanin niejaki Mr. Smith. Po do dotarciu do Kalkuty mial sie odlaczyc od grupy i szukac pomoc u swoich rodakow. Czy jednak? 

Rawicz opisuje go jako czlowieka tajemniczego, oszczednego w slowach.Mial dyscypline wojskowego i jego osobowosc. Byl najstarszym w grupie uciekinierow.  Porozumiewal sie z reszta doskonalym rosyjskim.  Jesli zalozyc ze faktycznie istnial, co robil w ZSRR i dlaczego trafil do lagru? Czy mogl liczyc na pomoc dyplomacji kraju pochodzenia? 

Amerykanie pojawili sie w ZSRR w latach wielkiej depresji. Sowieckie agencje rekrutowaly miedzynarodowych specjalistow do realizacji planow przemyslowych. Z poczatkiem lat trzydziestych w Moskwie pojawialo sie ich tysiac tygodniowo. Wiekszosc stanowili mlodzi komunisci, zwiazkowcy, badz bezrobotni. Wielu namawiano na przyjecie obywatelstwa Kraju Rad i odbierano dokumenty tozsamosci. Gdy rozczarowanych realiami zycia w ZSRR poszukiwali pomocy ambasady amerykanskiej w Moskwie sledzeni przez  NKWD otrzymywali stygmat zdrajcy i znikali z powierzchni ziemi. Ameryka byla szczesliwa z mozliwosci pozbycia sie komunistow i nie wykazywala zainteresowania ich losem. Brak dowodow na posiadanie obywatelstwa byl dodatkowa  wymowka. Ilu trafilo do obozow? Setki? Tysiace? Brak pelnych danych. Z koncem lat dziewiecdziesiatych odkryto w obozie kolo granicy z Finlandia groby blisko dwustu Amerykanow. Wladze dyplomatyczne USA do dzisiaj dorzucaja nowe nazwiska do tragicznych statystyk. 

Zafascynowana "Dlugim Marszem" Amerykanka Linda Willis poswiecila 10 lat na zidentyfikowanie postaci opisanych w ksiazce i odnalazla Smitha. Przeszedl przez wiele transformacji, ale byl latwy do zidentyfikowania. 
Smith mial powody by mowic jezykiem rodowitego Rosjanina o czym wspominali tak Rawicz jak i Glinski (sic!). 
Urodzil sie w 1890 roku w okolicy Saratowa nad Wolga. Jego prawdziwe nazwisko bylo Szumgalakow. Wyemigrowal do Ameryki w 1913 roku. Wiele wskazuje na to, ze opuscil Rosje niespodziewanie, byc moze jako dezerter z armii. Otrzymal obywatelstwo USA w 1926 roku i zmienil nazwisko na latwiejsze do wymowienia - Smith. 

W 9 lat po rewolucji bolszewickiej i po wyrobieniu amerykanskiego paszportu wrocil do rodzinnego Saratowa by zajac sie dostawa narzedzi do zakladow przemyslowych w Moskwie. Stawil sie tam niespodziewanie w roku 1938 niedlugo potem gdy NKWD zawiesilo dzialalnosc wiekszosci amerykanskich organizacji gospodarczych. Prosil o wyrobienie paszportu, ale nie pojawil po jego odbior.  Znikl z powierzchni ziemi. Czy trafil do obozu jak wielu innych obcokrajowcow uznanych za szpiegow? 

Keith Clarke wspolautor scenariusza 'Niepokonanych"  zapytal Rawicza na dwa lata przed jego smiercia o wiek Smitha w czasie ucieczki. Ten bez zajakniecia odpowiedzial: 51. W swietle badan Lindy Willis Smith taki byl jego wiek w tym czasie. 

W dokumentach opisujacych budowe Smitha,  w  znakach szczegolnych wspomniano, ze posiada szrame na twarzy i szyi po ranie zadanej ostrym narzedziem.  Willis zapytala Rawicza czy zauwazyl cos szczegolnego w wygladzie Smitha. W odpowiedzi Rawicz wskazal na szrame. Tej wiadomosc Rawicz nie zawarl w "Dlugim Marszu". Nie mogl wymyslec tej postaci. Musial go spotkac osobiscie? Kiedy i w jakich okolicznosciach? 

Ruppert Mayne 

Brytysjki oficer wywiadu MI 5 przebywajacy przez lata w Kalkucie podczas II wojny zlozyl zeznania o spotkanie grupy mezczyzn, ktorzy przekroczyli Himalaje. Byl odpowiedzialny za sprawy bezpieczenstwa w regionie. Kazdy obcy nie bedacy w stanie udowodnic swojej tozsamosci podlegal dlugim badaniom. Teren byl najezony agentami panstw osi. Przesluchiwal wedrowcow przez pare dni, kazdorazowo po kilka godzin. Byli w oplakanym stanie, krancowo wyczerpani, bliscy smierci. Zyjacy syn Mayne wspomnial, ze z chwila ukazania sie "Dlugiego Marszu" ojciec mial wskazac na siebie w ostatnim rozdziale opowiadajacym o dotarciu grupy do Indii. Syn nie pamietal nazwisk. Brzmialy bardzo obco. 

Zyjacy oficer amerykanskiego wywiadu OSS Pete Lutken, ktory pojawil sie na granicy Indii z Burma wiosna 1942 roku twierdzil ze slyszal ta sama historie. Nic nie wiedzial o ksiazce i nigdy jej nie czytal. Opowiesc o wedrowcach byla powtarzana wsrod oficerow w tamtym rejonie Indii i utrwalila sie w jego pamieci. 

Z korespondencji polskiego konsulatu w Bombaju z Kalkuta zachowalo sie zaledwie pare notatek. Jedna z nich z marca 1942 pochodzila od indyjskiego Zastepcy Komisarza Policji d/s Kontroli Bezpieczenstwa a dwa miesiace pozniej w maju od  od dzialajacego  w imieniu Polski konsula McIntosh Whyte.  Czego korespondencja dotyczyla nie sposob ustalic.  

Glinski

Jak wytlumaczyc nagle pojawienie sie Glinskiego twierdzacego, ze Rawicz ukradl jego historie? W jakich okolicznosciach moglo do tego dojsc. W przeciwienstwie do Rawicza ludzie wchodzacy w blizszy kontakt z Glinskim nie podwazaja autentycznosci jego historii. Glinski jest w stanie uzupelnic kazdy brakujacy detal. 

Glinski zostal wywieziony pospolu z rodzina. Sam nie mial wyroku. Za porada ojca wsiadl do pociagu do Irkutska by opuscic Rosje droga na wschod. Nosil sie z zamiarem przekroczenia granicy prawdopodobnie z Chinami. Nie mial ze soba dowodow tozsamosci. Gdy pociag dojechal do koncowej stacji wszystkich pasazerow o niejasnym statusie pognano do obozu oddalonego o dwa tygodnie pieszej wedrowki. Szli wzdluz wschodniej czesci Bajkalu pod drutami linii telegraficznej czyli ta sama droga, ktora potem mieli obrac uciekinierzy z "Dlugiego Marszu". Wiezniowie w liczbie kilkuset podazali za ciezarowka przywiazani lancuchami by nie zagubic sie w sniegu. Glinski opadl z sil i byl ciagniety na tym lancuchu przez jakis czas po czym pozostaly mu do dzisiaj znaki na dloniach i nodze. 

W obozie, jak twierdzil, zajmowal sie wyrobem nart i ploz do san. Zaprzyjaznil sie z zona komendanta, w ktorej mieszkaniu znalazl mape okreslajaca jego pozycje i dajaca mu wyobrazenie o odcinkach i dzielacych go od granicy z Mongolia. Jego pozniejsi towarzysze ucieczki pracujacy w kuzni mieli wykonac narzedzia do ciecia drutow kolczastych. Ucieczka miala miejsce noca. Jeden z uciekinierow zalamal sie i wrocil do obozu. Jeden zgubil tej samej nocy. Rano ostalo sie siedmiu. Wkrotce natrafili na porzucony oboz gdzie odnalezli kolejne narzedzia, ktore pozwolily im na przetrwanie w trasie. Odzywiali sie uplowana zwierzyna. Dojscie do kolei Trans-syberysjkiej zabrali im 4-6 tygodni. Przemierzyli 500 kilometrow w 6 tygodni wedrujac dziennie 12-14 kilometrow. Byly liczne konflikty co do obrania wlasciwego kierunku: isc bardziej na wschod czy bardziej na zachod, obejsc wzgorza czy wyjsc im naprzeciw. Wedle Glinskiego wiez uciekinierow byla oparta na wzajemnych podejrzeniach nie na rozmowach. Nie stanowili zgranej grupy, nie mieli ze soba wiele wspolnego, istnialy roznice wieku, narodowosci i kultury osobistej. Czesc byla wywieziona na Syberie za przestepstwa kryminalne. Wiezniowie polityczni tzw. "wrogowie ludu" pochodzacy z wyzszych klas spolecznych mieli mniejsza odpornosc  na trudy zycia obozowego i byli jego pierwszymi ofiarami. Najblizsi Glinskiemu byli polscy oficerowie, ktorzy zachowywali sie z honorem i ich smierc bardzo przezyl. Pamietal jedynie nazwiska tych co doszli do celu czyli Jugoslowianina Zaro, Lotysza Kolemenos i Smitha, ktory podawal sie za Amerykanina. 

Co laczy Glinskiego z Rawiczem, ktorego nigdy nie spotkal i ktorego ksiazki podobno nigdy nie czytal?  Przyjaciele Rawicza z czasow wojny byli zaskoczeni gdy jego ksiazka zostala wydana w 1956. Zaden z nich do chwili publikacji ksiazki nic nie wiedzial o jego wedrowce do Indii? Glinski rowniez przemilczal swoja historie i nikt lacznie z czlonkami rodziny do ostatnich lat nic o niej nie wiedzial.  Weterani wojenni meczeni brutalnymi wspomnieniami czesto blokuja pamiec i powracaja do przeszlosci dopiero w szczegolnych okolicznosciach.  Czy to rowniez i jego przypadek? Czy czas rozwiaze rowniez i ta zagadke? 

Weir 

Przed podjeciem sie ralizacji 'Niepokonanych" Peter Weir byl swiadom watpliwosci. Kolejne pojawialy sie juz na planie.  Przestudiowal dziesiatki ksiazek, zapoznal sie z setkami dokumentow, ktore ulozyly  sie we wspolna, wielka, tragiczna odysje syberyjskiego zeslania i powrotu. Wzial na siebie obowiazek  opowiedzenia historii, ktora mowila o czyms znacznie wiekszym niz los grupy uciekinierow zdolnych do czynow przeczacych logice. Weir chcial powiedzic cos znacznie wazniejszego, ze sa wsrod nas i tacy, ktorzy stana na Placu Tianamen przed kolumna czolgow chcac je powstrzymac od mordowania bezbronnych studentow. Sa tacy, ktorzy nie maja nic do stracenia wobec nieuchronnej smierci. Wiekszosc ginie i nie pozostawia po sobie zadnego dowodu walki. Malemu procentowi sie udaje. Film Weira mowi o wielkim harcie ducha, o woli czlowieka do zachowania godnosci, pragnieniu zycia w wolnosci. Rezyser nie mial watpliwosci, ze to najwazniejsze cechy czlowieka. 







Website Builder provided by  Vistaprint